Archiwum April, 2010
Kolotypia niesamowita
Po prostu miło popatrzeć na “wariatów” :)
Paolo, drogi Paolo
Ostatnio straszliwie narzekałem na Paolo. Bo i racje miałem. Jednak Paolo nie pozwala zbyt długo pozostawać w domniemaniu, że się skończył, że kupili go komercyjnie.
Oto uderzył ponownie. W kwietniowym włoskim Vogue pokazał znaną mi i podziwianą klasę.
Czysto, schludnie, bez epatowania samym, gołym dupskiem. Klasa stylizacja i klasa wykonanie.
Polecam Paolo Roversi w sesji “A White Story” – całość sesji tutaj.
Bez ciśnienia wg. Eggleston’a
Akt fotografowanie nie musi być krzykiem. Dobre dzieło nie powstaje w wyniku ilości zaprzęgniętych do pracy ludzi, sprzętu czy materiału typu Polaroid 55. Czasami po prostu trzeba mieć talent. Wówczas fotografowanie, jako akt tworzenia, może wydawać się strasznie nudne i monotonne. Bardzo usypiające.
Naprawdę uspakajający film. Uspakajające miasteczko i uspakajające, klimatyczne miejsca.
William Eggleston i jego syn.
“Portret” gazetowy
No tak, rozbawiło mnie setnie dzisiejsze zdjęcie w GW premiera Pawlaka. Oto bowiem, reporter Bartosz Bobkowski miał wykonać portret w czasie wywiadu. Generalnie takie portrety to największy chyba idiotyzm publikowany w gazetach., A Wyborcza przoduje w tych idiotycznych obrazkach. Zapchaj dziura. Już wolałbym aby posłali tam rysownika, który narysuje bohatera wywiadu, to byłoby nawet ciekawe.
W każdym razie reporter ujął w kadrze wszystko, co mógł… :) Stół, dyktafon i dracenę, która cudownie dopełnia “kompozycji”. Dodał winietę, nieostrości i jest. Znając cennik Gazety, to pewnie dostanie ze 30 zł :) No i w sumie to tyle to zdjęcie warte…
Siedzę i ryczę ze śmiechu jak można publikować takie zdjęcia…
A z drugiej strony, Gazeta “edukuje” ludzi prowadząc blogi i strony poświęcone fotografii (zazwyczaj prasowej). To jak to jest?
Impossible Project or money maker?
Powiem szczerze, że każdy kolejny ruch organizatorów Impossible Project, którego byłem i nadal jestem “wspieraczem”, bardzo mnie martwi, a wręcz zaczyna mnie wnerwiać. Dzisiaj otrzymałem maila, w którym Ci skromni i ideowi Panowie wciskają mi, jak to określają cudowny i wspaniały film Polaroid 55, który jest dowodem na ich łączność z korzeniami Edwina Landa i przejawem okazywania mu wdzięczności.
Tylko, że ta ich wdzięczność i korzenna łączność ma mnie kosztować (uwaga!) 200 Euro za paczkę P55 !!! To jakiś horror, a właściwie głupi żart! To ja chromolę taki Impossible Project i se kupię na eBay za 150usd lub od prywatnych użytkowników za 100usd kilka paczek.
Mam wrażenie nieodparte, że cała te heca zamienia się w jawne dymanie frajerów (sorry!), którzy wkręceni w temat kultury Polaroid, tego cudownego ideologicznego ruchu prawdziwych fotografów i artystów koloru spranego w pralce – dadzą się paru cwaniakom nieźle wytarmosić na kasie.
Z drugiej strony czego oczekiwałem się zapytuję sam siebie. Przecież to nie jest jakiś charytatywny bal, ale business. Tylko czemu do jasnej ciasnej robi się wodę z mózgu tylu ludziom? To już chyba bym wolał aby Fuji wzięło się za robienie nowoczesnego materiału, zamiennika P55. Przynajmniej byłby o połowę tańszy i lepszy technicznie.
Wnerwiłem się… To ja ściubie każdy pojedynczy wkład jak drogocenny kamień, a te cwaniaki z rozbrajającą szczerością wyprzedają stare zapasy po astronomicznych cenach.







