Archiwum September, 2010
Zakrztuszenie fotografią
Traf sprawił, że w kilka dni po moim poście o filozofii Polaroid w iPhonie (Matiz a’la Volvo), zadzwoniła moja Nokia :) Przemiły damski głos oznajmił mi, że jestem “stałym klientem” jakiejś tam sieci. Pamiętam czasy, gdy miano stałego klienta oznaczało faktycznie, że trwaliśmy przy ulubionej marce, firmie, znaku wiele lat. I ta marka nam jakoś za to dziękowała – co innego , że najczęściej był to gadżet za 0,5zł. Czasy się jednak zmieniły i teraz, aby być stałym klientem wystarczy przekroczyć próg nowego sklepu, knajpy, kawiarni i od razu dostajemy do ręki kartę stałego klienta :) W sumie to wszyscy jesteśmy stałym klientem czegoś lub kogoś… wspaniale, nieprawdaż!?
No więc ten głos kontynuował… że jestem z nimi od wielu lat, że w tym czasie zarobili (oczywiście użyła innego słowa) na mnie trochę, że doceniają moją wierność (też inne słowo padło), że w ramach uznania i wyróżnienia mnie chcą mi podarować w bardzo niskiej cenie…. iPhona! Muszę tylko… i tutaj padła cała litania warunków finansowych i progowych, które muszę spełnić by nabyć go za jedyne…. i tutaj cena w zależności o długości cyrografu, który mam podpisać.
Pomyślałem, że uczciwie byłoby wobec moich czytelników, aby pisać o rzeczach, które sam doznałem i wymyślanie czasami opinii jedynie na podstawie cudzych doznań, nie jest fair. Wiec… zdecydowałem się. I teraz tez mam iPhona. I teraz mogę sam sprawdzić jak to jest z tym Polaroidem. I już wiem jak jest.
A jest tak:
- iPhone to nie Polaroid
- program zamieniający wszystko w dzieła sztuki (Hipst… coś tam) jest fajny
- po 100 wykonanych “polaroidach” odinstalowałem go z iPhone
- bateria jest do dupy
Ta ostatnia uwaga oczywiście nie tyczy się aspektu “polaroid”. Ale w sumie to jest jak napisałem. Są rzeczy, które swoją “fajnością” przylepiają się do nas na wiele lat. Ba! One czasami naprawdę nam pomagają coś stworzyć. Tak było np. w wypadku mojego pierwszego Shen Hao 4×5. Tak było też gdy kupiłem pierwszego Hasselblada 501. Tak nie było gdy moja “stałoklienckość” zagwarantowała mi iPhona :) Może dlatego, że banał takiego działania telefonem jest naprawdę idiotyczny. Banalny banał. Nie ma w tym nic twórczego. Nic, co pozwala uznać, że twór był wynikiem procesu twórczego. Nic, co pozwala dowartościować się samemu! Po prostu automat. To jak ścigać się w Formule 1 w postaci pasażera… no koszmar :) Klasyczne zakrztuszenie się efekciarstwem. A nie efektem :)
Tak więc pozwoliłem sobie dopisać takie właśnie zakończenie dywagacji o iphonowym poalroid – co byście nie mówili, że wymyślam.
PS
Tak trochę na marginesie, chcę jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz. Nigdy nie byłem zakochany w Apple. Nie brały mnie te pierdoły o cudowności tego systemu, tej filozofii, tego designu. Muszę odszczekać. To urzeka. Nie ma bata! Inny wymiar mam w rękach niż te wszystkie Nokie 51. I co ważne… po raz pierwszy w mojej historii przerzucania danych kontaktowych z telefonu do telefonu wszystko odbyło się płynnie i idealnie! Nic się nie obcięło, niczego nie wcięło. A jak dotąd import danych z Nokii na Nokie to był zawsze istny koszmar :) Że nie wspomne o np. Ericsson >> Nokia :)
Mr. Miedziany
Są takie twarze i sylwetki, które zatrzymują mnie w miejscu, jak wzrok Meduzy zamieniał w kamień greckich śmiałków. I dopiero Perseusz znalazł na “babę” sposób – odbił jej wzrok w miedzianej tarczy. Zresztą miedź sama w sobie, to był w starożytności fajny wynalazek do “potęgowania światła”. Jako, że wypolerowany odbijał promienie, używano go jako odbłyśnik świeczników. Proste. Czytaj dalej…
Dwa do jednego
Moje zmęczone uszy wychwyciły w domowych, wieczornych szmerach znajomy głos sączący się z ekranu. Odłożyłem kuwety z utrwalanymi negatywami z ostatniej sesji i się wsłuchuję. Głos mówi mniej więcej tak: “Jestem bardzo zadowolony z postawy chłopaków. Dali z siebie wszystko. To był naprawdę dobry mecz!”
Te słowa zapewne niosłyby za sobą jakiś znaczący fakt wygranej czy coś takiego. Ale nie… bo to był głos selekcjonera polskiej reprezentacji w piłkę nożną, który “na gorąco”, na stadionie komentował “wyczyn” swoich chłopaków, którzy PRZEGRALI (!!!) z Australią 1:2, grając w końcowej fazie meczu z przewagą jednego zawodnika i nie strzelając rzutu karnego. No po prostu cudownie! :) Czy ja żyję w matriksie? Co za idiotą trzeba być, aby mówić takie bzdury? I to za pieniądze, nie małe, oj nie małe… :) Ależ to jest fucha to selekcjonowanie…:) Czytaj dalej…
Matiz a’la Volvo
Mój RSS zabłyszczał grubą czcionką. Kliknąłem na adres bloga. Piękny polaroid. Oczywiście, że to nie polaroid. To iPhone. Fotografię zrobił fotograf. Bawi się tym od kilku dni. Aparatu analogowego do ręki nie bierze. Po co? Czy jesteście w stanie odróżnić skan z prawdziwego Polaroid od tego cudaka? Nie jesteście. Czyż te fotki nie są urocze? Są! Więc co więcej trzeba?
Ba! Koleżanka zaczęła robić zdjęcia iPhone tylko dlatego, że ma on funkcje polaroid. Wcześniej fotografia dla niej nie istniała, odkąd ma możliwość cykania telefonem i od razu wpisania tego w plugin polaroid, wpadła. Jak śliweczka przysłowiowa… i co? Czy to źle? Nie! – to cudownie, mamy kolejnego zapalonego fotografa. A czy fakt, iż jej zdjęcia są od razu przetwarzane przez program komputerowy, to czyni z niej kogoś gorszego od użytkownika Hassalblada? Czytaj dalej…






