Archiwum March, 2011
Wena
Mieć pomysł na zdjęcie to podstawa. Wszak każdy z Was o tym wie. Żadne tam kolodiony, polaroidy i inne srutumitu, nie zastąpią pomysłu. Bez tego, nawet szlachetna ramka hassebladowskiego kwadratu gówno daje. Czasami jest łatwo znaleźć pomysł w głowie, trudniej go przełożyć na język fotografii. Nieruchome obrazy często utrudniają zdefiniowanie tego, co rusza się nam pod kopułą. Wtedy mamy niezłą zagwostkę. Wymyślony temat grzęźnie dniami, nocami i latami czasem w naszej podświadomości i nic… nic nie jest w stanie go wywlec na zewnątrz.
Czasami jednak pomysł, wena znajduje nas w miejscach, które codziennie odwiedzamy, mijamy, znamy na wylot. Aż dziw bierze, że nadal odkryć możemy tam coś nowego. No weźmy na ten przykład naszą podróż do pracy. Ci, co samochodami mają gorzej, bo omija ich ten gęsty w smaku i zapachu ferwor codziennego dojazdu komunikacją. Ten zbity w jeden tłum ciąg znaków i literek ludzkich układający się w szara masę bytów posuwających się wyznaczonymi traktami – ten bliżej krawężnika, ten tylko prawą stroną schodów, tamten znów zawsze przy drzwiach w kolejce stanie. Rytuał. W rytuałach jest coś nieprzewidywalnego jednak, choć sama definicja słowa rytuał raczej wyklucza zaskoczenie :) A jednak.
Lepiej chyba jednak nazwać to nieznanym… W rytuałach są nadal rzeczy, które nieodkryte przez świadomość mogą stać się interesujące dla fotografa. Jak niewiele wiem o własnych ścieżkach codziennej “chlebologii” przekonał mnie Andrew Buurman. Gorąco polecam Wam jego projekt “Behold”. Temat urodzony w sumie z niczego. A jest i to jak jest. Wyśmienicie jest. Pełnie jest. Odkrywczo i zaskakująco jest… temat ów jest. Całość pod tym obrazkiem:
Może warto więc czasami zostać chwilę dłużej w tym miejscu, które mijamy codziennie kolejnymi krokami, których długość zmierzona jest od lat i wyznacza trasę co do minuty określoną. Może nie warto szukać pijaczków pod płotem, biednych dzieci w rogu ciemnej ulicy… może znamy już to, czego jeszcze nie udało się nam sfotografować?
Must be the cycek
O tym, że fotografia fashion skręciła w prosta autostradę do soft erotyki pisałem już kiedyś. Obecnie na 10 publikowanych co miesiąc sesji w największych magazynach, 9 jest z gołymi cyckami modelek. Generalnie rozebrały się już wszystkie możliwe modelki topowe i te mniej topowe.
Te topowe zazwyczaj rozbierają się do każdej sesji. Modowa fotografia bez cycków nie istnieje. Znaczy u nas istnieje, bo żyjemy w katolickim kraju i fe… gdzież tam w Pani lub Twoim Stylu gołe cycki co okładka :)
Oczywiście, poza wspomnianymi spora cześć z nich pokazuje już wszystko co ma, bo skoro moda to moda, idźmy pełną gębą! Frontem do klienta, że tak powiem. Nic tak nie sprzedaje towarów, jak goła reklama – prawda znana od lat.
Do tego trendu wpisuje się jednak ostatnio pewne nowum, Znaczy ono nie jest już nowe, bo w sumie trwa od dłuższego czasu i zostało wymyślone dawno, ale świat fashion po raz kolejny odkrywa to, co poprzednio tak mu przeszkadzało. Mianowicie, idealność stała się passe. Kiedyś brak idealności wymuszony techniką ubogą sprawiał, że fotki nie były idealne. Zdobycie Everestu fotograficznego przez napakowanie miliarda pikseli gdzieś tam w tyłu aparatu spowodowało czkawkę… nagle okazało się, że gołe cycki w super jakości to nie to. Nie ma brania. Nawet gołe łona już nie biorą tak dobrze, bo są za doskonałe. No wiec przypuszczono atak na polaroid :)
Co drugi fotograf ma teraz Polaroid. Jak nie w iPhone, to w wielkiej torbie, bo aparaty typu Polaroid 350, 180 czy monstrualne 110B są wielkie! No, ale cóż. Jak moda to moda.
Do tych więc gołych cycków doszedł teraz aspekt polaroida. Mamy więc super, bumer, hiper modne zdjęcia robione przez 90% faszynowców: cycki gołe na polarodzie.
I czy ja piszę, że to źle? Nie. Mi się to nawet podoba, ale już ustawiam się okoniem, bo staram się przewidzieć co dalej…?
Jaka technika zawładnie świadomością mas fotograficznych za lat 3-4…? Może już warto kupować…?
fot. Nicolas Guerin (http://www.nicolasguerin.com)
Igor Tracz mistrzem
Czuję się w obowiązku, a jednocześnie jest to dla mnie przyjemność poinformować Was, że ‘mój model” Igor tracz została właśnie Mistrzem Świata wyścigów psich zaprzęgów na śniegu.
Niestety nie w dowiecie się o tym z gazet ani telewizji, bo w Polsce nikogo nie obchodzi, że mamy wielokrotnego mistrza w tej dyscyplinie, tak zdominowanej przez Skandynawów.
Gratuluję Ci Igor i mam nadzieję, że kiedyś poza Małyszem i Kowalczyk (Igor biegł na tej samej praktycznie trasie co Justyna – arena Holmenkollen w Oslo) redaktorzy sportowi pochyla głowę nad naszymi innymi wybitnymi sportowcami, których dyscypliny są niezauważane przez powyższych. Oni wolą grzać się w blasku fleszy telewizyjnych, jak pan Zimoch. Szkoda, że Igor osiągnął w tej dyscyplinie praktycznie wszystko, a trenuje w warunkach nieporównywalnych z konkurentami zza Bałtyku.
Więcej o Igorze na jego blogu: http://www.igortracz.blog.pl/
Czy proste jest passe?
Właściwie to się sam siebie pytam. Patrząc na moje portrety odpowiedź wcale nie jest taka prosta, bo opierając się na zarzutach moim krytyków robię:
- albo portrety stylizowane i pakuje formę między ramki, i łatwo to zrobić, i nie ma w tym nic autorskiego
- albo fotografuje tylko ludzi siedzących
I tak źle i tak niedobrze. Dla jednych zbyt “stylizacyjnie”, dla innych za prosto. Cóż. Taki to los, gdy człowiek podda się ocenom szerokiego gremium. Nawet w morzu z miodu, znajdzie się toś, kto krzyknie: Gdzie jest śledź po grecku! Czytaj dalej…
12 klatek tu przynosisz
Od długiego już czasu nie miałem możliwości zrobienia zdjęć na filmie, który ma więcej niż jedną klatkę :) Aby nie zwariować, wziąłem na tapetę średni format i 12 klatek kwadratowych. Czytaj dalej…
















