Archiwum October, 2011
Zamiast wpisu
Ponieważ czasami nie mam co pisać, a inni nadal chcą czytać więc staram się nie odmawiać rozmów. Kasia się uparła, choć ja nie widzę powodów, abym odpowiedział Jej na kilka pytań. Kasia zajmuje się jakością w sztukach wizualnych. W sumie lubię jakość więc dałem się skusić. Czytając samego siebie poza blogiem, jakoś tak dziwnie się czuję :)
Zapraszając na wywiad z samym sobą, czuje się jeszcze bardziej idiotycznie :) Zwłaszcza, że się sam ze sobą nie zgadzam po przeczytaniu tego :)
http://sjsw-aqva.blogspot.com/2011/10/czowiek-czystej-formy.html
Jest mi WSTYD
Wiem, że wielu z Was nie interesują moje odczucie osobiste, ale w sumie wiążą się one w tym poście z fotografią więc sobie pozwalam.
Złożony trochę chorobą, trochę zmęczeniem, zaległszy na kanapie przełączałem parę dni temu beznamiętnie kolejne kanały by trafić na program, który mnie totalnie rozwalił. Nazywa się on “Top …” i nie dokończe, bo zarówno tytuł nie ma nic wspólnego z tym co widac, jak i nie chcę promowac ani ani tego czegoś.
W tym oto programie, jak wielu z Was pewnie wie, występują jakiś tam młode panny. To jednak mniej ważne, bo przyjmuje z wysokości swych 40-minus lat, że w wieku nastu lat większość tych dziewczyn posiada pewne ograniczone zdolności do postrzegania rzeczywistości kreowanej za nie (bo na pewno nie przez nie!) – stąd nie chce pastwić się na samymi uczestniczkami. Zgłupiałem jednak zupełnie, gdy po 15 minutach oglądania zrozumiałem, że głównym zadaniem tych panienek jest rozebranie się do naga i stanięcie przed fotografką. Skądinąd znaną ponoć w środowisku. Słowo “stanięcie” jest tutaj idealne. Bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie użyje słowa “pozowanie”. Ponoć w poprzednim odcinku nago stał jakiś facet, a one miały się ocierać o niego (pozować !?)… na szczęście nie oglądałem! Na dodatek, ja się pytam, co ma wspólnego świecenie gołą dupą i cyckami z byciem modelką?
Szybko przeszperałem w pamięci i znalazłem w głowie szczątki takich samych programów, które realizowane były w USA i chyba Anglii. Pamiętam, że parę lat temu oglądałem je na kablu. Upewniłem się wiec, że to ten sam format, i że produkcja stacji krajowej to to samo. Okazuje się, że tak. Ale nie wiedzieć czemu, polska wersja to tanie, żałosne i po prostu chamskie soft-porno w wydaniu kompletnie bezsensownym! Na dodatek wszystko w majestacie prawa przed 22:00!
Na ekran wyłażą całe gołe babki, jak je Pan Bóg stworzył i stają w jakiś kompletnie bezsensowanych anturażach fotograficznych i robione im są jakieś kompletnie beznadziejne zdjęcia, które jakością nawet nie mogą konkurować z najtańszą gazeta pornograficzną w byle jakim kiosku.
Ja się pytam - o co kaman!?
Nie dość tego, firmują to swoimi nazwiskami niby-uznani fotografowie, którzy niby-uchodzą za najlepszych w Polsce. LUDZIE! Jest mi po prostu wstyd, że jestem fotografem i że ktoś w Polsce może kojarzyć fotografię fashion z czymś takim!! A bycie modelką z takimi wymuszonymi przez organizatorów zachowaniami. Po prostu granda.
Gdzież są te wspaniałe organizacje feministyczne? Gdzież są gazety feministyczne, które tak walczą o równy status kobiet w Polsce, gdzież jest Rada co ma strzec moralności w środkach masowego? Plisss…. niech będzie , że jestem katolem i moherem i czym tam chcecie, ale do jasnej ciasnej…. są granice tandety!
Wstyd mi, że ktoś może mnie kojarzyć jako fotografa z czymś takim…
PS
Jest jeden plus tego wszystkiego. Gdy patrzę na te zdjęcia, a tych fotografów i sposób ich pracy – to z przyjemnością konstatuje, że 90% moich kolegów fotografów jest lepszych od tych pseudo-profesjonalistów.
Seria
Temat znowu trochę wraca. Tym razem za sprawą Elliota Erwitt’a. W najnowszym TIME, ukazał się materiał pod wielu mówiącym tytułem: “Sequentially Yours”. Jest to jednocześnie tytuł nowej książki Elliota wydanej przez teNeues.
Jak się łatwo domyśleć, rzecz traktuje o tym co mówią zdjęcia. Te pojedyncze. I jak ich mówienie ocenić można z perspektywy oglądnięcia całej zrobionej przez fotografa serii.
Uwielbiam takie materiały… mówią dużo więcej o kulisach niż niejeden wywiad.
Polecam Wam:
The End?
W roku 1932 George Eastman popełnia samobójstwo. Nie doczekał nawet, wprowadzonego w 1935 roku do produkcji, flagowe produktu stworzonej przez siebie firmy The Eastman Kodak Company – filmu Kodachrome.
Niespełna 80 lat później w 2011 roku, firma Kodak wydaje się pójść śladem swojego stwórcy i również chce popełnić samobójstwo. Również w wyniku niekończącego się bólu i braku perspektyw na poprawę. Kodak rozpoczął właśnie współpracę z głośną firmą doradczą specjalizującą się w procesach upadłościowych. Wygląda na to, że wcześniejsze próby sprzedania wartych ponoć wiele miliardów patentów na produkcję filmów, nie powiodły się i Kodak po prostu całkowicie pogrążył się finansowo.
Kuriozalne w tym wszystkim wydaje się być to, że to właśnie Kodak opracowywał jako pierwszy rozwiązania cyfrowe dla fotografii i wprowadzał na rynek aparaty cyfrowe dla mas, które stały się technologicznym gwoździem do trumny tej wspaniałej firmy.
Trochę szkoda. Trochę mam obawy o dalsze losy filmów generalnie. O ile nadal przekonują mnie teorię mówiące, że filmy BW przetrwają w formie produkcji dla zapaleńców i sporej rzeszy “artystów” i maniaków, ale raczej produkowane przez mniejsze firmy, o tyle filmy kolorowe to już chyba jednak należy skupować szybko z ibeja. Już teraz znalezienie filmów C41 w kolorze do formatu 4×5 jest albo zabójstwem dla kieszeni, albo szukaniem przeterminowanych perełek, których ceny skaczą miesięcznie o kilkanaście procent. Szaleństwo.
Wszak moja lodówka ma 4 poziomy i dwa z nich zajmują filmy (ku utrapieniu domowników), to jednak zapas nie jest bez dna. I co wtedy? Co zrobić, gdy dnia pewnego otworzę wrota i ujrzę ostatnie pudełko z kolorowymi fiszkami ze znaczkiem Kodak?
Żal cholera. Tak jak wielu innych spraw mi żal. Np. tych małych bułek peerelowskich, które każdy z nas jadł, a teraz musi zaspokoić głód pompowanymi sztucznymi bułkami wielkości Andów… Sentymentalnie mi źle. Wszystko, na czym opierałem trwałość poglądów i bytu, znika. Zostaje szmelc, który mogę wyklikać w miliardach opcji i jest to wszystko gówno warte.
Ech…
PS
Tak na marginesie. Ostatnio mniej pisze, bo czasami trzeba żyć :) Ale obiecuję poprawę. Za to więcej fotografuję. Czego dowodem niech będzie ten portret.
Skąd przychodził, kto go znał
Kto mu rękę podał kiedy
Nad rowem siadał, wyjmował chleb
Serem przekładał i dzielił się z psem
Tyle wszystkiego, co sobą miał
Majster Bieda






