Archiwum Autora
Latka, latka
Dzisiaj w Gdańsku pogoda iście fotograficzna. Najlepsza jaką znam. Tak koło 5-8 stopni, kapuśniak, ciemno – tak akuratnie na TRI-X 400. I wszystko byłoby pięknie i wszytko byłoby idealnie gdyby nie ta mącąca spokój nuta trwogi rodząca się podczas tego jednego kadru. Nutka wybrzmiewająca skutecznie gdzieś pod czaszką, że latka lecą. Pewnie dla większości byłby to powód do domu. Dla mnie też. Dla mnie też… :)
Ale nuta wybrzmiewa cały dzień. Ech.
Tyż to macie tatowie fotografowie? Jakoś tak łza się w oku kręci. Jeszcze tak niedawno bawiłem się otwierając i zamykając aparat DRUH na ten sam szeroki film, który używałem dzisiaj. Jeszcze tak niedawno odkrywałem zalety Smieny i Zenita. A tu nagle ktoś mnie goni. Się wyrywa do tych samych kadrów, które ja w Stoczni Gdańskiej robiłem dobre 10-15 lat temu. Wow…. Dokładnie te same kadry. Ten sam rowerzysta. Ten sam kask.
Przerażające ;)
A jednak zdolny
Jest rok 1999, do krajowych mediów dobiega informacja, że pierwsza nagrodę w kat. natura prestiżowego konkursu WPP wygrywa Tomasz Gudzowaty. Z Tych Gudzowatych. Komentatorzy amatorzy, ale i też zawodowcy nie potrafią przemóc się i nie podkreślić, że to Ten Gudzowaty i jeśli on jest z Tych Gudzowatych to zapewne więcej w tym czystej kasy, za którą można kupić taki wyjazd, niż samego talentu fotografa. Co bardziej zapalczywi wytykają autorowi, że te foty to takie tam siedzenie i czekanie i było takich już wiele. Rok później Tomasz Gudzowaty zdobywa II nagrodę w tej samej kategorii. Układanka psychologiczna, która pozwalała rok wcześniej zaliczyć go do dzieci sławnych i bogatych ojców, zaczyna się rozpadać. Dwa razy jurorzy daliby się nabrać ?:)
Trzy lata później nagła zmiana tematu i w roku 2003 wraz z Robertem Bogusławskim, znowu pierwsza nagroda, tym razem w kategorii Sport. Co się dzieje, pomyśleli krytycy i zazdrośni już ciut komentatorzy. Czyżby narodził się dobry fotograf po prostu?
Kolejne trzy lata i kolejna nagroda w Sports Feature Stories, tym razem wraz z Judit Berekai. Potem kolejno rok 2008 (III nagroda Sports ponownie z Berekai) oraz już indywidualnie w roku 2009 w Sports Features III miejsce.
Niewiele zostało czasu na oddech, gdy kolejne jury WPP jak na złość malkontentom, znowu nagradza w roku 2011 Gudzowatego (Sports, stories II miejsce).
Z niepohamowaną przyjemnością, przeczytałem, że Tomasz Gudzowaty i w tym roku, chcąc niejako podkreślić, że jest przede wszystkim fotografem, zdobywa 9 nagrodę w historii swoich występów w WPP. Tym razem za cykl “Lucha libre at La Loba“. Mam nadzieję, że już nigdzie nie przeczytam, że “gdybym miał tyle kasy, to bym zrobił tez takie foty”.
Zatrzymując się na chwilę przy samych zdjęciach, a nie przy otoczce plotkarskiej wokół Tomasza Gudzowatego, mam odczucia zbliżone jak się okazało do Latającego Fotografa Kacpra. Dla mnie też ten zestaw jest przegadany. Za długi. Wyrzucenie 4-5 fotografii bardzo przyspieszyłoby narrację i zdynamizowało całe set [wow - "zdynamizowało set" - czaicie!? :) ]. Materiał jest wrzucony w Sports, nie wiem czy przez jury czy przez autora, ale jak słusznie spostrzegł Kacper, wrestling nie jest sportem. To chyba raczej kat. sztuka!?
Portrety, które są perełkami w tym zestawie robią mi. Oj robią. Uwielbiam jego portretowy styl. Nie szkodzi, że może być sztuczny i stylizowany. Przecież tutaj nie chodzi o oddanie dynamiki tej profesji. Chodzi o pewne walory sceniczne, aranżacyjne. Naprawdę od wielu lat śledzę to, co robi Gudzowaty. Czapka z głowy.
WPP – z czym to się je?
Nie sposób nie napisać czegoś o największym prasowym konkursie fotografii na świecie. Może nie największym, ale najbardziej chyba prestiżowym. W końcu śmietanka się tam pojawia i śmietankę potem spija. Budzi on tyleż samo kontrowersji, co zachwytów. Zdjęcia tam wygrywające uwikłane są często w aktualną politykę, a poprawność polityczna jurorów aż czasami kadrami się wylewa. Wszystko to nic, gdy popatrzymy wyłącznie na treść zdjęć. Na kunszt fotoreportera, na odwagę w sytuacjach wojennych, na wyobraźnie i umiejętność poszukiwania tematów.
I wokół tego aspektu chcę trochę powęszyć. Mniejsza o to, że zwycięskie zdjęcie podobne jest do co najmniej 4-5 tego typu zdjęć, które wygrywały ostatnio ten konkurs, że przytoczę jedynie rok 1997.
Mnie bardziej zawsze ciekawi background wykonania fotografii. Nie ten techniczny, ale ten ludzki. Skąd pomysł, skąd zacięcie i skąd tacy, a nie inni ludzie. Ten konkurs ma to do siebie, że gdyby ograbić te wszystkie zdjęcia z tych coraz dłuższych (co rok to więcej słów) opisów pod nimi, to jakoś tak robi się zdecydowanie mniej ciekawie. I nie chcę wcale wchodzić do tej samej rzeki i dyskusji o tym, czy fotografia prasowa ma mieć opis czy nie, bo jest dla mnie jasnym, że musi mieć. Ale powinien być jakiś środek, jakieś wyważenie między tym co widzę, a tym co zdaniem fotografa (gazety) ukryte jest za tym zdjęciem. Mam coraz poważniejsze obawy, że w tym konkursie ten ciężar w wielu wypadkach został przeważony na stronę opisową.
Dla przykładu. Kategoria, która rodzi u mnie szybsze bicie serca. Portret. Tegorocznym laureatem jest Laerke Posselt i zdjęcie Iranki:

Zdjęciu towarzyszy opis, bez którego naprawdę jakoś nie jest już tak fajnie. Jeszcze lepszym przykładem są prace w kategorii Portrait Stories autorstwa Donalda Webera. Pierwsze w cyklu bez opisu coś Wam mówi?

Mnie jakoś nie specjalnie, ale już dodanie opisu ponoć załatwia uznanie dla tych prac.
Natomiast Ton Koene to już odjechał kompletnie jak dla mnie. Cykl tych zbliżeń twarzy jakoś podchodzi mi pod kategorię portret, jak szachy pod sport.
I gdyby pominąć ten zarzut w sprawie opisów, to nadal pozostanie ta część dla mnie najważniejsza…. jak oni znaleźli te tematy i jaką wrażliwość musi mieć dobry fotograf by wejść z aparatem w taki projekt. Czapka z głowy. Mniejsza o sposób wykonania, czasami nawet mniejsza o efekt końcowy… temat ważny. Znaleziony. Mój. Zrobiony. Wysłany. Przyklepany. Doceniony.
Chyba dlatego tylko nadal oglądam wyniki WPP.
Dobra lokata
Ostatnio dość sporo pisaliście o czytaniu o fotografii. Również o oglądaniu fotografii. Temat ilości zdjęć, które codziennie oglądacie i które trafiają do Was w formie papierowej czy też elektronicznej wraca jak bumerang. Najpopularniejszy portal społecznościowy opublikował statystyki swoje w związku z wejściem na giełdę i doczytałem się tam, że każdej sekundy trafia na jego serwery 3000 zdjęć umieszczonych przez użytkowników. Innymi słowy, gdy skończycie czytać ten post, w sieci, tylko w tym jednym miejscu, pojawi się ok. 100.000 jotpegów. Wow. Przez ostatnie dwa lata zrobiłem pewnie ze 2000 zdjęć. Poważnie. Policzyłem to sobie. Brałem pod uwagę nawet fotki rodzinne trzaskane cyfrą :) Czytaj dalej…
Lidia
W Gdańsku, drogą raczej pantoflową, rozeszła się wiadomość o pewnej wystawie. A raczej o kameralnej posiadówce, jakby to powiedziała bohaterka jednego z filmów mojego syna, niejaka Fretka siostra Fineasza. Wernisaż Lidii Popiel był w zamyśle chyba raczej spotkaniem elitek dla elitek. W tle natomiast wisiały zdjęcie celebrytki zrobione koleżankom celebrytkom. I pewnie ten sarkastyczny (gdyby ktoś nie zauważył!) wstęp wystarczyłby za cały komentarz, ale uczciwiej byłoby podać parę konkretów. Czytaj dalej…







